Wysłany: 8 Luty 2012, 09:01 Choroby niekoniecznie zawodowe
Praca brukarza odbywa się na wolnym powietrzu. Wynika to ze
specyfiki tego zawodu. Wszystkie roboty drogowe wykonywane są
bezpośrednio na miejscu budowy. Z tego względu praca przebiega
w zmiennych warunkach pogodowych. Szczególnie uciążliwa jest duża
wilgotność powietrza i gruntu zwłaszcza, że praca wymaga częstego
schylania się, a nawet poruszania się na kolanach. Brukarz pracujący na
wolnym powietrzu narażony jest latem na bezpośrednie działanie
promieni słonecznych, a w okresie zimowym na mrozy. Środowisko pracy
przy robotach drogowych prowadzonych na większą skalę charakteryzuje
się występowaniem dużej ilości maszyn budowlanych, będących
w ciągłym ruchu, stąd duże ryzyko nieszczęśliwych wypadków. Można
chyba stwierdzić, iż, brukarz jest narażony na choroby zawodowe.
Częściej niż w innych zawodach mogą występować u niego zmiany
reumatyczne, bóle kolan,pleców itp.
Co o tym myślicie Opiszcie swoje przykre doświadczenia z pracy (wypadki,urazy,choroby)
Największy mój uraz to zgnieciony duży palec u nogi kilka razy Byłem świadkiem jak kolega w ostatniej chwili umknął spadającym z palety krawężnikom 20x30 pod którymi kucał podczas pracy
Ostatnio zmieniony przez piotrekck89 8 Luty 2012, 09:09, w całości zmieniany 2 razy
Witam wiadomo każda praca niesie ze sobą ryzyko nasz zawód dośc destruktywnie wplywa na nasze organizymy choć nie do końca . Jesli chodzi o słuch każe każdemu z pracowników nakładać słuchawki do zagęszczania czy na docince, przy zagęszczarce staram sie uzywac rękawic antywibracyjnych. Podnoszenie ciężkich przedmiotów tylko z kucanego ( choc nie zawsze jest podejscie)Zalety takiej roboty to fakt że trudniej jest przytyć i( ilosc godzin spędzonych w robocie , czlowiek jest ciagle w ruchu ) . Przebywanie na powietrzu uodparnia nasz organizm szczegolnie gdy na lanczu do kanapek dodasz troche cebuli czy czosnku . Ja tma bym i tak tej roboty na nic innego nie zamienił
Pomógł: 1 raz Wiek: 31 Dołączył: 20 Mar 2011 Piw: 1 Posty: 114 Skąd: Pl.centralna
Wysłany: 8 Luty 2012, 09:52
u mnie podczas podawania kostki bechaton 8 metodą przerzutową jeden kierownik chciał przemknąć pomiędzy chłopakami jeszcze się do tego nachylił, jego szczęście ze miał czapkę uszatkę i po godzinie się w szpitalu obudził. Teraz jak sobie przypomnę to mi ciarki po plecach przechodzą.
_________________ Jeśli coś robisz, zrób to dokładnie to nie będziesz musiał poprawiać i się wstydzić !!!!
Ja tma bym i tak tej roboty na nic innego nie zamienił
bo człowiek się przyzwyczaja i chce raczej pamiętać dobre strony tej pracy np: lato,prywatka gdzieś na wsi pod lasem cisza,spokój ,słońce
a te roboty w zatłoczonych miejscach czy przy ruchliwej drodze chcemy aby się jak najszybciej skończyły
Puki co bez większych uszczerbków zdrowotnych się obeszło. Kilka paznokci zeszło, parę przykrych krwiaków na dłoniach od młotka i kilka niemałych guzów po uderzeniach skarpówką
_________________ "Dupa nie karabin, nie strzela do celu. Nasrałeś na deskę, wytrzyj przyjacielu."
bo człowiek się przyzwyczaja i chce raczej pamiętać dobre strony tej pracy np: lato,prywatka gdzieś na wsi pod lasem cisza,spokój ,słońce
a te roboty w zatłoczonych miejscach czy przy ruchliwej drodze chcemy aby się jak najszybciej skończyły
ja mam zdecydowanie odwrotnie, prywatki mnie męczą , lecz jedno w nich na pewno jest lepsze od dużych robót drogowych - EFEKT wizualny i bajery!
janas napisał/a:
przy zagęszczarce staram sie uzywac rękawic antywibracyjnych
a buty!?
Odpukać, u Mnie żadnych wypadków nie było.
Jedyne straszne zdarzenie, które się wydarzyło ( nikomu nic się nie stało!!!), to jak w pile spalinowej w trakcie cięcia posypała się tarcza na kawałki (żyletki) - masakra, dźwięk jak z horroru ( II gatunku ) i odłamki powbijały się 20m dalej w styropian kładziony na ścianie.
Tarcza miała za sobą dopiero 2 dni cięcia i człowiek obsługujący piłę doświadczony i pracujący w firmie długo, więc jego winy na 80% nie było - okulary i słuchawki zakładał jak ja byłem, jak mnie nie było, albo myślał, że nie widzę to olewał - od tamtego zdarzenia zakłada zawsze.
ja mam zdecydowanie odwrotnie, prywatki mnie męczą
Mam tak samo , im większa budowa tym lepiej się czuje.
Co do wypadków oraz następstw pracy jako brukarz to dużo tego nie było . Odłamkiem tarczy(piaskowej) dostałem tak szczęśliwie , że tylko wargi mi przecięło i poszło dalej . Kolega przy rozładunku samochodu w czasie zeskakiwania z przyczepy trafił na bardzo ładny gwoźdź . Oczywiście standardowo - palce po obstukiwane młotkami ( niby wprawa jest ale zawsze człowiek za blisko trzyma ręke i mysli , że się uda ) . Raz wylądowałem w szpitalu na dłuższy weekend bo człowiek nie założył czapeczki w upalny dzień a włosów mam tyle samo co Paździoch z Kiepskich.
Robiliśmy raz plac dośc mocno nachylony i nowy pracownik otwierał palety i zamiast zostawić dolny pasek to wszystkie na raz odpiął a akurat tam kumpel na kolanach układał kostkę i cała jedna strona się na niego zsunęła , nic nie połamał ale obtłuczony ładnie był. Inny wypadek to budowie marketu , dekarze wrzucali na dach wiązki dachówek a my na dole układaliśmy , na raz słychać spier.... wszyscy , zanim się człowiek sczaił o co chodzi to cały pakunek dachówek ceramicznych roztrzaskał się 1,5 przed głową . Ogólnie na tych markietach to było zawsze "wesoło" , Raz zostaliśmy oskarżeni o to że zniszczyliśmy mur klinkierowy bo ubijaliśmy zagęszczarką koło niego ziemię . ściana pomurowana , na tym samym fundamencie całość miała być obłożona cegła klinkierową , wiadomo trzeba wypuścić zbrojenie ze ściany które później "wplata" się w klinkier ale że zbrojenie było wypuszczone to nie oznacza że ktoś kto stawiał ta ścianę wplótł je w fugę . O 8 przejazd zagęszczarką o 9 przerwa i jak tylko schodziliśmy z placu słychać huk - ściany już nie było . Jak by tam ktoś był to 3 metrowy mur ładnie by go spłaszczył.
Mała robota na początku 2007 , plac 1.5 tys zagęścić i ustawić krawężniki kostka kilka miesięcy później miała przyjść , chłopacy zalewają opór za krawężnikami a ja tłukę plac ammannem 400kg i jakoś tak było że się odwróciłem i zagęszczarkę trzymałem tylko jedną reką i nagle szarpnięcie jednocześnie się odwróciłem a tam zagęszczarki nie ma tylko kawałem raczki wystaje z dziury w ziemi . Stary kanał ciepłowniczy przecinał plac a zagęszczarka chciała go koniecznie zwiedzić .
Coś z tego roku , układanie płyt jumbo . Standardowo plac ściągnięty i kop-ład , tylnym ramieniem na takim chwytako-łańcuchu jumbo brane z palet i układane na plancie . Płyta ok 1,6 nad ziemia ( palety były warstwowo układane) i jeden uchwyt się wyczepia , płyta rozpędza się na jednym łańcuchu i wyczepia w kierunku pracownika który całe szczęście zawsze podchodził do układania płyty gdy ta była juz kilkanaście cm nad plantem i teraz też stał ok 1,5 m od niej i zdążył uskoczyć. Ogólnie nie da się uniknąć wypadków , co najwyżej zminimalizowac ryzyko , inaczej jest gdy pracujemy sami ( prywatki itp) a inaczej gdy irm na placu jest 14 i każdy sobie w drogę jakoś wchodzi.
Oby było ich jak najmniej czego sobie i Wam życzę.
No u mnie tylko kątówka poraziła prądem pracownika, kurz się zebrał przy włączniku i przewodził prąd, ale mówił że nie mocno ,po tym każdy jak brał tą kątówkę to jak trędowaty jakby ich parzył.Ale jak do Anglii wyjechałem za chlebem to pierwsze dwa miesiące rano nie mogłem palców zgiąć ,stawy tak bolały w palcach i lekarz stwierdził że to od klimatu wilgotnego zmiany reumatyczne w organiźmie.
_________________ Kto nie kombinuje,ten nie jedzie.
Przypomniała mi się jedna śmieszna i trochę groźna sytuacja. Było to gdy pracowałem w pierwszej firmie robiącej przemysłówkę. Jako że w busie zabrakło miejsca to pojechaliśmy z kolegą na robotę z kierowcą który miał po drodze jechać do betoniarni po mieszankę. Jesteśmy na miejscu. Było lato, szyby i szyberdach pootwierane. Kierowca podjechał pod betoniarnie i zaczęli go ładować. W tym samym czasie cysterna pompowała silosy cementem.
Nagle zrobiło się ciemno jak w nocy i wszędzie kupa kurzu. Wystraszyłem się że betoniarnia się zawaliła na nas ale zaraz coś tu nie gra. Nie słychać żadnych trzasków i huków. Okazało się że podczas pompowania cementu spadł taki kondon przykrywający silos i tona cementu poszła w powietrze. Gdy złapałem oddech zorientowaliśmy się co się stało. A tak wyglądało firmowe iveco po całym zajściu:
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum